Przeprosiłam się z produktami sektora bankowego. Internet ułatwia realizację głupich pomysłów od ręki. Od myśli nieśmiałej do wysłania wniosku o kredyt odnawialny minęla jakaś chwilka. Wczoraj wezwano mnie do banku na podpisanie wniosku i poleciał do stolicy, gdzie szacowni analitycy będa tracic czas na rozpatrywanie tych drobnych dla mnie. A raczej drobnych dla nich posłanych na moje konto. Wg mojej teorii wyglądać to ma tak: nim zapętlę się i pensja będzie akurat pokrywała debet zacznę zarabiac więcej. Jak wiadomo teoria nie zawsze idzie w parze z praktyką, ale dni są dłuższe, lato nadchodzi, martwić się będę jesienią. Jedno mnie martwi - wg ich przelicznika płacę jakąś bajońską sumę hipotecznego, jak mi pani w banku powiedziała ile płacę to wybuchnęłam śmiechem, bo nawet w czasach paskudnego kursu franka tyle nie płaciłam, co dopiero teraz, ale mam nadzieję, że szanowna Warszawa uwzględni jednak, ze historia ma piękna i terminowa.
A ostatnio szczęście się do mnie usmiecha - miesiąc temu miałam taka nadpłatę prądu, że rachunek wynosił 0 zł. W tym miesiącu decyzja o niepłaceniu mieszkania była trafiona, bo wg rozliczenia mam nadpłatę.
Wczoraj w pracy paskudny dzień, byłam tak wściekła, że udało mi się poryczeć ze złości - muszę chyba pomyśleć o urlopie nim pozabijam wszystkich i zamiast awansu dostanę po tyłku. Zadzwoniłam o A. ledwo zipiąc ze złości i tak wyszło, że zamiast do domu pojechałam do niej po drodze robiąc zakupy, do domu nie trafiłam, zamiast domu był miły wieczór w babskim gronie, długie nocne polaków rozmowy, wino, dobre jedzonko, pełno smiechu. I z pozytywnym kopem zostałam wypchnięta w nowy dzień, nowy piękny i słoneczny dzień. Z racji różnych godzin pracy miałam czas na sniadanie w ogródku Icafe. Tosty, espresso, promienie słońca. Dawno tak długo nie piłam kawy, poczułam się jak w HR gdzie wolno popijałam kawy i przyglądałam się tłumowi ludzi leniwie pełznących ulicami.
Pan B. się odezwał. Załatwił mi 3 zaproszenia do opery. W ciągu godziny musiałam zwerbować kogoś chętnego. A. pojechała do Wawy, K. dostała anginy, wreszcie padło na M. i Mamę. Dziwna to była rozmowa. Chce iść? Chce. to podaj mi nazwiska osób na zaproszenie. I koniec rozmowy. Kurtuazyjnie podziękowałam i zatopiłam się w rozmyślaniach gdzie tkwi haczyk. Dojścia nie zdradził, jego tajemnica, czyli pewno i tam jakąś laskę bzyka/bzykał/bzykać będzie.
A może postanowił w jednym miejscu zgromadzić swoje obecne, przeszłe i przyszłe kochanki? Szatański koncept uknuty z "tajemniczym dojściem" pod płaszczykiem wydarzenia kulturalnego odbędzie się wielka parada kochanek. Defilada kochanek. Kochanki się ufryzują, ubiorą elegancko, umalują odświętnie. Wszystkie jak jeden mąż. Ciało w ciało, włos w włos, usta w usta, pierś w pierś, udo w udo, szpilka w szpilkę. Ustawimy się wszystkie grzecznie w kolejce do kasy po odbiór zaproszeń, potem przedefilujemy holem, cały rządek zadowolonych szczebioczacych kochanek z osobami towarzyszącymi, potem może będziemy siedziały w jednym rzędzie przedzielone osobami towarzyszacymi. Opera kochanek obejrzy spektakl. Będzie wzdychać i klaskać, zachwycać się lub ziewać. Potem grzecznie wstanie, uda się do szatni i nastąpi wymarsz. A na koniec wszystkie zalejemy go błyskotliwymi przemyśleniami i podziękowaniami za UDAny wieczór.
23:07:20 2010-05-20
skomentuj (3)
| menu |